wtorek, 13 marca 2012

"Smak Mazur", Tadeusz Ostojski, Rafał Wolski

Na rynku wydawniczym jak owady mnożą się książki kulinarne prezentujące dania z różnych stron świata; dania wegetariańskie, z makaronu, z wołowiny, z woka itede. Ja mieszkaniec Warmii i Mazur, bardziej zapewne Warmii, tym bardziej bardziej Pojezierza Iławskiego nie miałem skąd pobierać wiedzy na temat kuchni regionu, który przyszło mi zamieszkiwać, do około 2007 roku, kiedy to Tadeusz Ostojski postanowił pochylić się nad tematem. 
Przepisy kulinarne przetłumaczono z przedwojennych książek, o które obecnie juz bardzo trudno. W końcu ludzie zamieszkujący te tereny zostali wysiedleni. Zabrali ze sobą wiele tradycji tego regionu wraz z tradycjami kulinarnymi.
Trudno powiedzieć czy jestem miłośnikiem gotowania. Umiem robić gołąbki i zmierzyłem się z ruskimi pierogami. Sztandarowe danie w moim wykonaniu to gulasz z jakiegoś tam mięsa. Oczywiście jajecznica. Poza tym życia się nie boję i mogę spróbować bawić się kuchnią wietnamską, japońską, marokańską, meksykańską. Wyjdzie jak wyjdzie, szczególnie meksykańską zepsułbym po całej linii. Niemniej "Smak Mazur" to książka, która wpada mi w ręce dość często. Również z powodu wstępu Rafała Wolskiego, który nakreślił trudności jakie spotkamy podczas próby odtworzenia kuchni tych terenów. Ciekawie też scharakteryzował upodobania kulinarne i warunki życia Mazurów. To jedyna książka jaką mam dotycząca kultury gotowania i picia Mazurów.
Autorzy próbują również rozwiać pewne mity, które nawarstwiają się tam, gdzie kultura tworzy sie niby na nowo a jednak w oparciu o przeszłość:

"Taka proweniencję mają moim zdaniem pojawiające się tu i ówdzie w kartach restauracyjnych w Olsztyńskiem rzekomo warmińskie "dzyndzałki" vel "dzyndzarki": najnormalniejsze, choć bynajmniej nietutejsze, pierogi nadziewane mielonym mięsem. Nie wiem, kto wymyślił tę dziwaczną nazwę, a przypisanie tej potrawy akurat Warmii przywodzi na myśl "nowa świecką tradycje" z Misia Barei."

Sama kuchnia przedstawiona w książce jest połączeniem tradycji niemieckich i polskich, co jest historycznie zrozumiałe. Plus śledzie i mamy tydzień ziemniaczano-mączno-kiełbasiano-rybny. przy czym przeważają ryby słodkowodne wyławiane z jezior mazurskich. Do tego dużo piwa i wódki, pasztety, kasze i pulpety królewskie.
Kuchnia do odtworzenia w dzisiejszej Polsce bez większych trudności. Plus chwila zadumy nad minionym czasem.


"Smak Mazur", Tadeusz Ostojski, Rafał Wolski, Baobab, Retman 2006

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz